środa, 28 października 2015

z życia statysty...

Jakiś czas temu podjęłam się pracy jako statystka. Człowiek ma wtedy kontakt z prawdziwym KINEM i to od zaplecza. Miedzy jednym klapsem a drugim, można sobie usiąść z aktorami lub reżyserem, wypić kawę i skomentować to i owo, doradzić. Więc pośrednio ma się wpływ na efekt końcowy.

Do kin właśnie wszedł film Jerzego Skolimowskiego pt. "11 minut". Żeby mnie w nim dojrzeć to trzeba by było chyba oglądać film klatka po klatce. Podpowiem wam, że jestem m.in jedną z pierwszych osób, które w scenie kaskaderskiej (wypadek autobusu) podbiegają do przewróconego autobusu...

Ja się do kina wybieram. W końcu muszę zobaczyć to moje "dziecko". :-)



I taki dodatek, nakręcony przez gapiów w trakcie zdjęć:

 
No i foty. Na ostatnim zdjęciu nawet widać czubek mojej głowy (postać na dole, w białym stroju).